Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa!
Szybko, zęby myj i ręce!
Szybko, światło gaś w łazience!
Szybko, tata na nas czeka!
Szybko, tramwaj nam ucieka!
Szybko, szybko, bez hałasu!
Szybko, szybko, nie ma czasu!
Na nic nigdy nie ma czasu…

(fragment wiersza D. Wawiłow, „Szybko”)

Gdyby, chociaż przez chwilę zastanowić się, ile razy w ciągu ostatniego tygodnia padło z naszych ust niecierpliwe: „szybciej”, ile razy w rozmowie z naszym dzieckiem tłumaczyliśmy się sakramentalnym „nie mam czasu”, to już po minucie refleksji możemy stwierdzić, że chyba nikt z nas nie jest wolny od pośpiechu. Pośpiech to wszechobecny towarzysz współczesnej rodziny- rodziny, która ma mieszkanie, samochód, pracę, komputer, telefon i wiele innych technicznych udogodnień, zapewniających nam szybsze załatwienie wielu spraw…ale czy dzięki temu mamy więcej czasu… wręcz przeciwnie mamy go coraz mniej. Spieszymy się ciągle i wszędzie. Nasze dzieci nie mają czasu na leniuchowanie. W poniedziałek przecież ważne lekcje języka angielskiego, wtorek i czwartek balet, środa – basen. Chcemy być idealnymi rodzicami, troszczymy się o nasze dzieci i chcemy dla nich wszystkiego, co najlepsze. Świat przedstawia nam się, jako zbiór celów, które należy osiągnąć jak najszybciej, nie tracąc czasu na głupstwa. Wszystko, co jest pozbawione wymiernego celu, a więc zabawa, odpoczynek, rozmowa o niczym, spacer gdzie oczy poniosą i mnóstwo innych bezsensownych zajęć to luksusy, na które po prostu nie możemy sobie pozwolić. Czasem udaje nam się usiąść razem do stołu, ale wtedy tata ciągle zerka znad talerza na wiadomości w telewizji, mama załatwia przez telefon „bardzo ważne
sprawy”, a dzieci naśladując rodziców, co chwilę wstają od stołu z pełną buzią, kłócą się o zabawki, czasem próbują coś opowiadać, ale zazwyczaj są to monologi. Rodzice najzwyczajniej w świecie są zbyt zmęczeni, aby zainteresować się ich sprawami. Oczywiście mamy mnóstwo na swoje usprawiedliwienie…bo praca, bo pieniądze, żyjemy w zawrotnie szybkim tempie, dzięki rozwojowi techniki możemy więcej zaplanować, więcej osiągnąć, zarobić, zobaczyć. Więcej, szybciej…ale czy lepiej? Dorośli jakoś sobie radzą z coraz szybszym tempem życia, ale pomyślmy o dzieciach. Ciągła presja czasu to dla nich permanentny stres, który nie pozwala małemu człowiekowi się zregenerować. Karuzela bodźców nie sprzyja skupieniu, maluchy stają się nadpobudliwe a nawet w obronie przed chaosem na wszystko obojętne. Rodzice starają się im, więc dostarczyć coraz wspanialszych przeżyć, ale na dzieciach nie robią one już wrażenia.

Zgubne skutki pośpiechu
Spiesząc się, przenosimy punkt ciężkości z drogi na cel.
Dziecka nie cieszą już same zmagania, pokonywanie trudności a tylko szybki efekt, wysoka ocena, „coś w nagrodę”. Aby to coś dostać trzeba nieraz pokonać inne dzieci, które z towarzyszy beztroskich zabaw stają się rywalami.

Żyjąc w ciągłym pośpiechu nie mamy, kiedy wyegzekwować wykonania własnych poleceń
Jesteśmy więc niekonsekwentni. To ogromna krzywda dla dziecka, które traci przez to poczucie bezpieczeństwa.

Dużo szybciej jest zrobić cos za dziecko, niż je tego nauczyć
Dlatego nieustannie ponaglane maluchy pod względem samodzielności pozostają w tyle.

Skutkiem wywierania presji, aby wszystko zrobić szybciej (czytać, pisać, liczyć) jest nierównomierny rozwój małego człowieka
Inwestując w intelekt, zapominamy nieraz o emocjonalnej i społecznej sferze życia dziecka. Często nie przystaje ono ani do rówieśników (jest za mądre), ani do starszych kolegów (jest zbyt dziecinne)

Wiecznie popędzane dziecko uczy się robić kilka rzeczy naraz, ale żadnej nie robi z pełnym zaangażowaniem.
Prowadzi to do byle jakości i rozkojarzenia.


Rady dla rodziców
Dzieci są od urodzenia narażone na stres. Agresja, brutalność, przemoc wdzierają się już w świadomość trzylatka, bawiącego się przy włączonym telewizorze czy radiu. Dla równowagi dzieciom potrzebna chwila wytchnienia, czasu na nieskrępowaną zabawę i prawdziwy kontakt z rodzicami. Mimo, że jesteśmy częścią pędzącego świata, dla dobra naszych dzieci, nie możemy mu się bezwolnie poddawać, bo całkowicie nas zagarnie. Musimy zwolnić, jeśli chcemy wychować zdrowe, pogodne dzieci. Rodzice muszą znaleźć czas na wspólne posiłki, rozmowę, spacer. Nawet kosztem lekcji angielskiego czy pływania.
Zadbajmy o chwilę spokoju i wytchnienia dla całej rodziny. Może to być spacer, podczas którego nic się nie dzieje.
Czas wolny nie zawsze musi być skrupulatnie wypełniony „ciekawymi zajęciami”. Chwile bezczynności skłaniają do refleksji, do dialogu z samym sobą, do ćwiczenia wyobraźni. Musimy nauczyć się odróżniać sprawy pilne od spraw naprawdę ważnych, do których niewątpliwie należy wspólnie spędzony czas. Dlatego, jeśli obiecaliśmy dziecku wspólną zabawę, nie cofajmy danego słowa, tłumacząc się, że wypadło nam coś pilnego.

Pomagajmy dzieciom osiągnąć pełnię możliwości, nie wywierając na nie presji. Żeby dziecko naprawdę rozsmakowało się w malowaniu, muzyce, matematyce czy sporcie, nie może być do tych zajęć przymuszane.

Każde dziecko zasługuje na kilka długich popołudni spędzonych na jedzeniu lodów.
Każde dziecko powinno słyszeć opowieści z twojego dzieciństwa, o twoich rodzicach, dziadkach, o czasach, które minęły. Każde dziecko powinno znać wartość śmiechu całej rodziny siedzącej przy wspólnym stole w zimowe wieczory. To są najdroższe wspomnienia, które sprawiają, ze rozumiemy, czym jest prawdziwe życie. Takich wspomnień nie należy poganiać.


A ja chciałbym przez kałuże
iść godzinę albo dłużej,
trzy godziny lizać lody,
gapić się na samochody
i na deszcz, co leci z góry,
i na żaby, i na chmury,
albo z błota lepić kule
i nie spieszyć się w ogóle…
Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno…

(fragment wiersza D. Wawiłow „Szybko”)

Oby nasze dzieci nigdy nie musiały tak myśleć, mówić i czuć.

Opracowały:
Barbara Dziarmaga
Anna Żymełka
Natalia Spyra